piątek, 4 marca 2011

un



Ostatecznie to jest zupełnie niemęskie. Schowany pod dupą, między nogami kutas a ciało mężczyzny. Ukryty główny atrybut faceta co oznacza? Akurat tym razem zrobiłam to tak a żeby model czuł się lepiej niż gdyby miał GO na wierzchu. Tak mu było lepiej a dla mnie stał się materiałem do tych zdjęć. 

I trzy gesty, które model sam z siebie wnosił w zdjęcia. I ostatecznie wyszło na truizmy i banał. 

To już było w fotografii, Diane Arbus i zauważcie (w momencie kiedy robiłam zdjęcia jeszcze tego nie wiedziałam), że nudyści na fotografii Diane, wiemy, że to heterycy, pozwalają sobie na pokazanie całokształtu swojej męskości. Są nudystami i nie mają z tym problemu. Zaś inny trans u Diane też chowa swojego pindola, dlaczego? 
Być może z tego samego powodu, co ten ktoś, który mi pozował?
Fotograf aktów obejmuje tą intymność, którą model chce przedstawić. I nie zawsze wszystko chce pokazać i nie ma pojęcia , jak w tych wszystkich zakrywkach, ucieczkach, jak więcej jednak ten ktoś obnaża. A ja musiałam to wyłapać. I to jest efekt tych łapanek.
(poniżej zdjęcia wspomniane)
 barbara cygan (ciężko dzisiaj siedziałam i się nad UN zastanawiałam)

czwartek, 3 marca 2011

Po chuj?








Jakie byłyby te zdjęcia w momencie bez użycia edytora? Nie, nie chujowe. Byłyby domowym porno, a pamiętam, coś mi świecie w głowie, że kiedyś oglądałam dokument o wystawie, gdzie znany fotograf wystawił zdjęcia w momencie pierdolenia się z modelką. Tak, takie normalne porno, chuje mÓje i te sprawy. Proste i zabawne, itd. A tutaj co mamy? Fiut jakim jest każdy go widzi a tutaj perspektywa bardzo bliska, wręcz bezpośrednia trochę przysłonięta otoczką zmiany koloru, dodania plamki, ryski. Co to daje? Mam wrażenie, że te wszystkie dodatki to wrażenia, wzmocnienie tego co jest tematem zdjęcia. I nie jest to złe, potęguje to efekt wrażenia, i od odbiorcy zależy jakiego wrażenia. Dla tych, którzy mają problem, jakieś tabu, którego jeszcze nie przełamali, powiedzą ohyda. Dla innych będzie to podziw za odwagę podejmowania w taki sposób tematu - bardzo dosłownym. Bo tutaj nie ma żadnej melancholii, to akt, to kutas jest, ciało faceta, Adaś bez listka. Mimo właśnie otoczki wymiarowej, mimo filtrowania, wybrałam te zdjęcia, które są prześwietlone, wyraźne, najwidoczniejsze. Bo czemu nie, skoro takie są? W tym nie ma żadnej metafory i jest wiele.
I tak trochę zastanawiam się po co to? No a według mnie, po to jest fotografia. Żeby pokazać wszystko. Z różnej strony a tym bardziej z tej najbliższej. A żeby zobaczyć. Dokładnie się przyjrzeć, poczuć. Czy to obrzydzenie, fascynacje, przypomnieć sobie coś albo dowiedzieć się, ,,że nie chcę tego widzieć!". Cieszę się, że tak to jest u naszego BRUTa. Krzysztofa.
Więcej:  http://paruwa.digart.pl/

barbara cygan

wtorek, 14 grudnia 2010

[Ostatnich] słów jeszcze kilka.naście.dziesiąt. do dzieła

Moje drugie podejście do tematu ostateczności to miara. Miara tego, w jaki sposób całe życie patrzymy na siebie, na innych, na chwil, które mijamy podążając przez ścieżkę naszego żywota i chwile, które mijają nas, idąc z naprzeciwka w odwrotnym kierunku, wyprzedzają nas, niekiedy idą obok nas, towarzysząc przez jakiś dłuższy bądź krótszy okres naszej egzystencji. Rewizja tego, jak się zachowamy, jakie będą nasze przemyślenia w tym ostatnim momencie, jakimi ujrzy nas świat, jak nas zapamięta, jakie cechy charakteru, wspomnienia, sytuacje związane z nami pozostaną w pamięci innych – jednym słowem to, co po sobie pozostawiliśmy. To miara tego, jacy jesteśmy, skrzętnie odmierzana przez czas, który dano nam w chwili urodzenia. Czas, wielkim cyrklem mierzący długość cienkiej nici, boleśnie przecinanej w chwili tej ostatniej chwili bez szansy kolejnego jej splecenia.

Słowa Dalego, paradoksalnie:

„Gdzie mój zegarek?”

Pozdrawiam, Tomek

poniedziałek, 6 grudnia 2010

przyjdź królestwo Twoje, bądź wola la la la - Ostanie Słowa, Krzysztof

,,Chyba zauważyłaś, że postaci dobrałem dość tendencyjnie: Jezus, Joanna, Kurtz...
wszyscy oni umierali za wiarę...
Jezus...będąc na krzyżu zwątpił w swego Boga-Ojca;
Joanna nie zwątpiła do końca,  wykazała się większym heroizmem niż jej wielki poprzednik, w tej pracy pokazałem ją niewinną, jakby śpiącą w ognistej pierzynce, a kapłanów jako diabły, demony. I ostatni, Kurtz - sam jak demon, ale i demiurg tworzący własny świat, podłożył głowę pod topór, bo chyba to jego własne dzieło go przerosło, albo zrozumiał jego bezsens...
Wyznaję wiarę w Boga ale pod warunkiem, że Bóg jest bogiem ułomnym. Nie potrafi tworzyć światów doskonałych, a ci trzej moi bohaterowie przekonali się o tym mniej lub bardziej boleśnie..."
(Krzysztof Sierpień)






pierwszych (ostatnich) słów kilka - Tomek

Moje osobiste skojarzenia z ostatecznością to postawienie/bycie postawionym przez kogoś bądź coś wobec pewnych sytuacji czy też wyzwań, w których nasze możliwości działania zostały mocno ograniczone bądź też ich zakres został doszczętnie wyczerpany, to ten moment, w którym jedyne, co możemy zrobić to oddać całego siebie za powodzenie naszej idei, przedsięwzięcia bądź zamiaru, jak to często – i trywialnie niekiedy, choć często dramatycznie – można dostrzec w sloganach filmowych czy też książkowych (skłaniając się bardziej ku pierwszemu medium) w postaci kwestii typu „Weź mnie! Oszczędź ją/ jego!”. Ostateczność dla mnie w innym znaczeniu to po prostu zmuszenie siebie do działania ostatecznego, skończenie ze sobą czy to w dosłownym, czy to metaforycznym tego słowa znaczeniu, jako odejście na stałe bądź rozpoczęcie nowego etapu swojego życia wskutek własnych przemyśleń i lęków narastających wewnątrz człowieka bądź też będących konsekwencją wpływu środowiska. To czas, w którym niezależnie od treści ostatnich słów jakie wypowiemy, w pewnym sensie zawsze wiązać się one będą z wyrazem osobistego buntu czy też sprzeciwu wobec zastanych idei, obyczajów czy też konkretnych działań ludzkich – a jakie to będą słowa, zależy tylko i wyłącznie od nas oraz własnego wyobrażenia sytuacji, która dla nas jest bez wyjścia. (Tomasz Rogalewski)



środa, 1 grudnia 2010

Kolory świecenia w zależności od składu gazu wewnątrz rury

Neony. Świecenie gołą dupą i kutasem. Wprost powiem, że właśnie o to mi chodziło, a co więcej? Że tak naprawdę jak neonów w mieście wszędzie, tak i nagości. Tylko nie zawsze jest ona tak brzydko pokazana jak przez mój edytor graficzny. Gdybym miała napisać, dlaczego tak, a nie inaczej, powiedziałabym po prostu – inaczej nie potrafię. Inaczej fiuta nie widzę i dupy mężczyzny. Bo widzicie, kutas kutasem, ale ewolucja nastąpiła, teraz to już nie tylko narząd do rozmnażania ale i też narząd dla kobiety wywołujący pewną emocję. I dlatego czasem jak jest kutas, to kobieta myśli i o innych rzeczach. I nie tylko kobieta, ale i każdy mężczyzna. Z każdą swoją orientacją patrzymy na to co zakrywamy, kiedy odkryjemy co najmniej dwuznacznie. To proste. Zupełnie proste, sama się o tym przekonałam, przekonuję, przekonywać będę.
Neony też, bo wszystko ma swoją porę.
Neony, bo w ciemności widać tylko to co świeci, reszta jest niezauważalna, nieciekawa, nieistotna.
Neon to też pierwiastek.
A popularna nazwa neony, co wiem z wikipedii to LAMPA WYŁADOWCZA. Dlatego nago, dlatego neony.

Barbara Cygan